25 gru 2012

Pan Pieńkowski trzymał się dzielnie



Jestem przeciwniczką przemocy, ale mojego przyjaciela o imieniu Caga Tió w tym roku lanie nie ominęło. Tłukłam go kijem  przez bite pół godziny, aż w końcu oddał to co miał cennego. Ale chwilka… Czy wy w ogóle wiecie kim jest caga tio?
To czworonożny pieniek z uśmiechniętą twarzyczką w czerwonej czapeczce i nosku z małego drewnianego palika. Nie, nie – to nie pieniek pieńkowej damy w wersji świątecznej. To Pan Pieńkowski – prosto z Katalonii, któremu można spokojnie przed Świętami upchać pod ciałko słodycze, nasmarować go mocno czosnkiem i cebulą, a następnie zakryć obrusem. A to po to,  aby w wigilijny wieczór zgromadzić się wspólnie wokół Pieńkowskiego i dać mu porządne lanie bambusowymi kijami lub jakimi macie w zanadrzu. To tradycja świąteczna, przywieziona z jednej z moich wypraw do Katalonii.
 Ja w tym roku biłam Pieńkowskiego wyjątkowo głośno, aż zleciała się  sąsiadka Pani Wiesia, która niestety nic nie zrozumiała z tego, że Pan Pieniek musi wydalić to co ma, bo inaczej spotka go marny los i wyląduje za oknem. Pieńkowski polubił mnie, ja Pieńkowskiego i tak co święta spuszczam mu porządne lanie bambusowym kijem, aż odda mi to co ma  najcenniejszego a co ja uwielbiam – świąteczne łakocie. A wy macie swojego świątecznego stworka, którego lubicie? Mam nadzieję, że nie obchodzicie się z nim równie okrutnie jak ja z Pieńkowskim! Wesołych Świąt ode mnie i pobitego Pieńkowskiego!

A.O

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz